V Niedziela Wielkiego Postu: od tej chwili już nie grzesz (J 8,1-11)

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz (J 8,1-11).

Czytaj więcej: V Niedziela Wielkiego Postu: od tej chwili już nie grzesz (J 8,1-11)

Czego uczy nas Benedykt XVI?

b16Jezus powiedział do faruzeuszów: Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą (Łk 16,19-31).

* * *

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje dwóch ludzi, którzy fizycznie są bardzo blisko siebie. A jednak dzieli ich brama i wysoki mur. Tym, co sprawia, że bogacz nie dostrzega biedaka leżącego u bram jego pałacu nie jest fizyczny mur, a mur obojętności. To, co zwraca uwagę w opisie tej sceny to fakt, że biedak nie jest człowiekiem anonimowym. Ma swoje imię: Łazarz, co znaczy: „Ten, któremu Bóg pomaga”. Natomiast imię bogacza jest nieznane. Biblia ukazuje nam wiele postaci, których imion nie wymienia. Czyni tak czasem w tym celu, aby pokazać nam ich pogubienie się. Bo imię to tożsamość, to misja, to sens życia. Bogacz, którego imienia nie znamy to ktoś, kto zagubił swoją tożsamość skupiając się na materialnej stronie swojego życia. I to jest właśnie prawdziwy mur, który oddziela go od innych. To mur egoizmu i  obojętności.

Czytaj więcej: Czego uczy nas Benedykt XVI?

Podziw nie wystarczy: Mk 3,7-12

Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały (Mk 3,7-12).

Czytaj więcej: Podziw nie wystarczy: Mk 3,7-12

6 stycznia, Objawienie Pańskie

Myślę, że to opowiadanie ks. Malińskiego pt. "Czwarty król" może być najlepszą homilią na dzisiejszą Uroczystość Objawienia Pańskiego :-)

* * *

 

 

 

 

 

Mówią, że był i czwarty król, który zobaczył gwiazdę zwiastującą Jezusa i zapragnął złożyć nowo narodzonemu Królowi żydowskiemu pokłon. Wiedział, że to ma być Król Miłości. I gdy myślał o tym, jaki dar Mu przynieść, przypomniał sobie o największym swoim skarbie przechowywanym z całą pieczołowitością. To był ogromny rubin o przepięknym czerwonym kolorze. Otrzymał ten kamień od ojca przy swoim urodzeniu.

Czytaj więcej: 6 stycznia, Objawienie Pańskie

Będziesz... - J 1,35-42

Jan Chrzciciel stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr (J 1,35-42).

Czytaj więcej: Będziesz... - J 1,35-42

Świętego Szczepana - Dz 6,8-10 i 7,54-60

glosiciel

Pewien Eskimos z Grenlandii wziął udział w amerykańskiej wyprawie polarnej. W nagrodę za pomoc został zaproszony na parę dni do Nowego Jorku. Był zadziwiony wszystkimi niezwykłościami, które tam ujrzał i usłyszał. Po powrocie do rodzinnej wioski opowiadał o domach wznoszących się aż po samo niebo, o tramwajach – domach na szynach, w których mieszkają ludzie podczas ruchu – mówił o ogromnych mostach, sztucznym oświetleniu i innych cudach wielkiej metropolii.
Ludzie popatrzyli nań chłodno i odeszli. W wiosce przezywano go odtąd „Kłamcą" i musiał nosić to hańbiące miano aż do samej śmierci. Nikt już wtedy od dawna nie pamiętał, jak mu było naprawdę na imię.
Kiedy Knud Rasmussen, duński podróżnik, wyprawił się z Grenlandii na Alaskę, towarzyszył mu Eskimos imieniem Mitek, pochodzący z tejże wioski. Po zakończonej ekspedycji odwiedził on Kopenhagę i Nowy Jork, gdzie po raz pierwszy w życiu ujrzał wiele zadziwiających rzeczy, które wywarły na nim wielkie wrażenie. Gdy potem wrócił na Grenlandię, przypomniał sobie smutny los swojego poprzednika – „Kłamcy" i uznał, że nierozsądne byłoby opowiedzieć prawdę. Wobec tego mówił rzeczy, które jego słuchacze mogli pojąć i w ten sposób ocalił swoją reputację.
Opowiadał więc, że razem z doktorem Rasmussenem trzymał kajak u brzegu wielkiej rzeki Hudson i co dzień wypływali nim na polowanie – okolica obfitowała w kaczki, gęsi i foki. I ogromnie miło było spotkać się z „tubylcami".
Mieszkańcy wioski uznali, że Mitek jest bardzo prawdomównym człowiekiem. Sąsiedzi traktowali go z wyjątkowym szacunkiem do końca życia.

Czytaj więcej: Świętego Szczepana - Dz 6,8-10 i 7,54-60

Cytat

Wielu spośród tych, którzy sądzą, że są wewnątrz Kościoła, znajduje się na zewnątrz - ale też na odwrót.

św. Augustyn

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Prenumerata RSS

Gościmy

Odwiedza nas 31 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem