2 niedziela Adwentu - Proste drogi

Profesor i przewoźnik (Bruno Ferrero)

Pewnego dnia jeden z najsławniejszych profesorów uniwersytetu, kandydat do nagrody Nobla, dotarł nad brzeg jeziora. Poprosił przewoźnika, by go wziął do swej łodzi na przejażdżkę po jeziorze. Dobry człowiek zgodził się. Gdy byli już daleko od brzegu, profesor zaczął go wypytywać. Znasz historię? Nie! A więc jedna czwarta twego życia stracona. Znasz astronomię? Nie. A więc dwie czwarte twego życia poszły na marne. Znasz filozofię? Nie. A więc trzy czwarte twego życia są stracone. Nagle niespodziewanie zaczęła szaleć okropna burza. Łódka na środku jeziora kołysała się jak mała łupinka orzecha. Przewoźnik przekrzykując ryk wiatru zapytał profesora: Umie pan pływać? Nie - odpowiedział profesor. A zatem całe pana życie jest stracone...

Jest wiele dróg, zazwyczaj bardzo pięknych i pociągających, które prowadzą do śmierci. Jedna jedyna droga jest drogą życia. To droga Boża. Nie trać nigdy z oczu tego, co jest rzeczywiście najważniejsze.


* * *

Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.

Bóg szanuje moją wolność, moje wybory. Nie jest w pewnym sensie wcale wszechmogący. Nie może samemu wyprostować moich ścieżek, wyrównać wyboistości na mojej drodze do Niego. To zadanie pozostawił mnie – moim decyzjom i wyborom. Ale może mi dawać znaki i rzeczywiście tak czyni, z których mogę wywnioskować, że coś ważnego mam do uczynienia w swoim życiu: że mogę i mam się otworzyć na miłość, bo bez niej wszystko inne traci smak.

Co dla mnie tu i teraz, dla mnie konkretnego mężczyzny, konkretnej kobiety, który, która tutaj jest na tej Eucharystii na 18 dni przed Bożym Narodzeniem znaczy ta Ewangelia, którą przed chwilą usłyszałem, usłyszałam?

Może tak jak ten stary profesor nauczyłem się wielu ważnych rzeczy w swoim życiu ale zapomniałem o swoich bliskich? A może nadal żywię uraz do kogoś kto mnie skrzywdził w życiu? A może jestem obojętny i daleki wobec najbliższych z którymi mieszkam? Nawet troszczę się o ich materialne potrzeby, pracuję, ale już dawno nie rozmawiałem z nimi szczerze: ze swoją żoną, mężem, dziećmi, ze swoim bratem, siostrą? Może jestem w domu fizycznie, ale emocjonalnie odszedłem, zdradziłem najbliższych, porzuciłem ich na rzecz mojej kariery, podejrzanej przyjaźni, przyjemności, towarzystwa, które odciąga mnie od dobra, na rzecz jakiejś rzeczy – komputera, samochodu, biznesu, alkoholu.

Czy masz odwagę, żeby dziś zadać sobie pytanie jaką drogą idziesz przez życie? Jaką drogę wybrałeś i nią idziesz? Czy tę krętą, pokręconą, niejasną, zagmatwaną, na której może już sam siebie oszukałeś i pogubiłeś się, ale brak Ci odwagi, żeby się do tego przyznać przed samym sobą? Jeśli tak, to nawróć się – bo dziś jest na to czas.

A może wybrałeś drogę prostą, jasną, opartą na przykazaniach i wartościach, choć czasem męczącą z powodu walki o wierność w pozostaniu na niej. Jeśli tak, to dziś podziękuj Panu, że możesz nią kroczyć i odczuwać radość w zmęczeniu i pokój sumienia pośród utrudzenia.

Po prostu zobacz jaką drogą idziesz i jaką drogą chcesz iść dalej.

rok A, 3 niedziela - radość w Panu

Popytaj ludzi, dlaczego Chrystus przyszedł na świat, a otrzymasz wiele odpowiedzi, lecz rzadko tę prawdziwą. "Przyszedł, aby zaprowadzić pokój na świecie". "Przyszedł, aby nauczyć nas kochać". "Przyszedł, aby umrzeć, byśmy my mogli pójść do nieba". "Przyszedł zaprowadzić sprawiedliwość ekonomiczną". I tak dalej, i tak dalej. Przeważnie wszystko to częściowo jest prawdą. Lecz czy nie lepiej pozwolić, aby Chrystus sam się wypowiedział? ezus wychodzi na scenę. Odwołuje się do czterystuletniego proroctwa, aby nam powiedzieć, po co przyszedł. Cytuje Izajasza:

Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim,
bym opatrywał rany serc złamanych,
żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę. (Iz 61,1)

Znaczenie tego cytatu przesłoniły lata pobożnej mowy i ceremonialnego owijania w bawełnę. O czym On mówi? To ma coś wspólnego z dobrą nowiną, z uzdrawianiem serc, z wyzwalaniem!
Przecież Chrystus mógł wybrać którykolwiek z tysięcy wersów, aby go zacytować do wyjaśnienia celu swojego życia. Jednak tego nie zrobił. Wybrał ze wszystkich właśnie ten fragment. To jest serce Jego misji. Pod tym sztandarem wszystko, co mówi i czyni, znajduje swoje miejsce. "Jestem tu po to, by zwrócić ci serce i cię wyzwolić". Dlatego właśnie chwałą Boga jest człowiek w pełni żywy. Jezus mówi, że właśnie po to przyszedł (John Eldredge, Pełnia Serca).
Przeczytaj jeszcze raz uważnie ten tekst. Zobacz, że Jezus przyszedł DO CIEBIE! DZIŚ chce opatrzyć ranę Twego złamanego serca! Lekarstwem jest RADOŚĆ.

Spotykam wielu poprawnych chrześcijan. Na moje pytanie: "Jak się masz?" zazwyczaj pada smętna odpowiedź: "Dobrze, nieźle". Tyle, że na twarzy maluje się smutek, czasem apatia, czasem zupełny brak emocji. Co się z nami stało? Gdzie jest radość, o której pisze Izajasz:

Ogromnie weselę się w Panu,
dusza moja raduje się w Bogu moim. (Iz 61, 10)

Zapytaj się szczerze: kiedy śmiałeś się ostatni raz? Kiedy odczuwałeś radość całym sobą? Może przytłoczyła Cię źle pojęta religijność albo duchowość? Może jesteś smutny bo przecież przykazania zakazują Ci wszelkiej przyjemności i dałeś się zwieść, że trzeba być człowiekiem umartwionym i smutnym, by twój Bóg mógł się cieszyć? Może uznałeś, że nie jesteś niczego wart - czyli, że Bóg się pomylił, gdy Cię stworzył. Stworzył kogoś wybrakowanego, rupiecia. Niby tak nie myślisz, a jednak chodzisz wciąż smutny bo przecież widzisz, że wokół tylu innych uzdolnionych, pięknych, wspaniałych ludzi, tylko Ty do niczego. Jeśli tak myślisz, to wsłuchaj się w pytania św. Pawła: Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?
Bóg nie dał Ci wszystkiego - dla Twego dobra! Dał Ci tyle ile trzeba. Dał Ci siebie w darze. Czy już przyjąłeś siebie jako dar? Dał Ci dary, talenty które inni podziwiają i cenią, a których być może Ty sam nie dostrzegasz. Trawa u sąsiada zawsze wygląda na bardziej zieloną niż w Twoim ogródku.
Zacznij dziękować i nie bądź smutny, bo smutek otwiera przystęp złemu duchowi do Twego serca. Czyni Cię podatnym na podszepty złego.

Porozmawiaj o swoim smutku i radości z Panem. Może o Twojej zazdrości. Może te słowa pomogą Ci wejść w szczery dialog z Bogiem:

... dałem cię tobie w podarunku takim, jaki jesteś, ze wszystkimi obietnicami i zagrożeniami twojego życia... z tym, czego możesz dokonać i do czego stałeś się niezdolny, z twoimi ograniczeniami, z twoim zmęczeniem, z twoimi załamaniami. Ale i z tym, o czym nieustannie marzysz... z tymi możliwościami, które w sobie czujesz, z tymi granicami, które się wokół ciebie zacieśniają. Wszystko to jest dla ciebie łaską, twoim podarowanym ci z mojej wiecznej miłości udziałem w akcie stwórczym; oznajmiłem ci swoją wolę przez ciebie samego, poprzez nadanie kształtu twojej egzystencji, poprzez to, że w tej chwili jesteś, poprzez twoje zmieniające się stany świadomości: radość i cierpienie, twoje sukcesy; niepowodzenia, zdrowie i chorobę, małe radości twojego dnia codziennego i twój martwy, wszystko odbarwiający przesyt. Żadne wydarzenie w twoim życiu nie jest obojętne czy neutralne. Twoja egzystencja taka, jaka jest, godna jest uwielbienia, ponieważ jest moją łaską, ponieważ jest skupieniem w tobie mojej przyjaźni. Zawierz własnemu życiu; przez przyjęcie swojego życia podaruj siebie - mnie (anonimowy tekst, który ktoś przyniósł mi w formie ksero)

29 grudnia, Oktawa Narodzenia Pańskiego

(1 J 2,3-11)
Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. Umiłowani, nie piszę do was o nowym przykazaniu, ale o przykazaniu istniejącym od dawna, które mieliście od samego początku; tym dawnym przykazaniem jest nauka, którąście słyszeli. A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w was, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość. Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy.


* * *



Kazanie na zakończenie skupienia z Henri Nouwenem – 29.12.2006

Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.

Co znaczy zachować naukę Jezusa? Zachować naukę Jezusa to znaczy trwać w miłości: wytrwajcie w miłości mojej. Przyjmij miłość Boga do siebie takim jakim jesteś. Uwierz, że Bóg może Cię kochać i faktycznie Cię kocha takim jakim jesteś – ta wiara jest jedynym rodzajem wiary, która jest w stanie Cię przemienić. Ta wiara otworzyła drogę do nieba Dobremu Łotrowi – pierwszemu świętemu w dziejach Kościoła! Wybacz Bogu, że stworzył Cię takim niedoskonałym i podziękuj Mu za dar wolności!

Zostaw na boku chęć bycia nieskazitelnym, zrezygnuj z bycia doskonałym, niezawodnym, bezgrzesznym. Otwórz się na miłość Boga i pozwól jej działać w sobie! Jeśli ją przyjmiesz to ona Cię poprowadzi i nauczy zachowywać przykazania w duchu miłości, a nie w duchu rygoryzmu, poprawności czy też doskonałości.

Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował.
Postępować jak Jezus. Dbaj o swoją relację z Ojcem. Ucz się od Jezusa jak ją zachowywać. A więc na pierwszym miejscu praktykuj modlitwę. Postaw ją na pierwszym miejscu i zdetronizuj swoje dotychczasowe wartości, które zajmowały pierwsze miejsce w Twoim życiu i daj to miejsce modlitwie:

Jedynym rozwiązaniem będzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasięgnięcia rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozsądną porę, a gdy to zrobisz, trzymaj się jej za wszelką cenę. Uczyń z modlitwy swoje najważniejsze zadanie. Niech każdy wokół ciebie wie, że jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl się zawsze o tej samej porze. Ustal dokładne godziny i trzymaj się ich. Wyjdź od znajomych, kiedy zbliża się ta pora. Po prostu niech wtedy będzie dla ciebie niemożliwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawała ci się pilna, ważna i decydująca. Kiedy będziesz wierny temu postanowieniu, powoli się przekonasz, że nie ma sensu myśleć o wielu problemach, ponieważ i tak nie można ich rozstrzygnąć w tym czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wolnych godzin: Ponieważ nie mam teraz nic do roboty, mogę się modlić. I tak modlitwa stanie się równie ważna jak jedzenie i spanie; wolny czas, przeznaczony na to stanie się czasem uwalniającym, do którego przywiążesz się w dobrym sensie tego słowa (H. Nouwen).

Jesteś zaproszony przez Boga, abyś był mistykiem, a więc człowiekiem nieustannie otwartym na relację z Bogiem – zawsze i wszędzie. Ojcowie Kościoła mówili: albo ktoś się modli zawsze, albo nigdy się nie modli. Przypominamy sobie wezwanie Jezusa do nieustannej modlitwy: nie chodzi w nim o ciągłe wypowiadanie słów, ale chodzi o postawę, o relację do Boga. Bo modlitwa jest postawą otwarcia się na relację z Bogiem i wejścia w nią. Jeśli regularnie, w przedłużony sposób będziesz się modlił codziennie to zobaczysz jak zacznie się zmieniać Twoje nastawienie do Boga, do siebie, do innych. Odkryjesz, że Bóg sam walczy o Ciebie i za Ciebie. To jest moje osobiste doświadczenie. Moje życie się zmieniło i nadal się zmienia.
Wiedz, że bez modlitwy nic się nie zmieni w Twoim życiu! Chrześcijanin trzeciego tysiąclecia albo będzie mistykiem, albo go wogóle nie będzie (K. Rahner SJ).

Narzekamy na Kościół na księży. Ale przecież ten Kościół jest taki, jacy my jesteśmy. Księża są tacy, jacy są wierni. Chrystus potrzebuje dziś mężczyzn i kobiet, którzy całymi sobą będą odczuwać miłość Boga i będą dawać świadectwo o niej:
Nie wystarczy, jeśli w przyszłości kapłani i osoby niosące posługę będą szanować moralność, prezentować wysoki poziom wyszkolenia i przejawiać chęć niesienia pomocy innym; nie wystarczy, jeśli ludzie ci będą potrafili twórczo odpowiadać na palące problemy swojego czasu. Wszystko to jest bardzo cenne i ważne, ale nie to jest sercem chrześcijańskiego przywództwa. Najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy przyszli przywódcy prawdziwie będą ludźmi Bożymi, czy będzie ich przenikało żarliwe pragnienie przebywania w Bożej obecności, wsłuchiwania się w Boży głos, wpatrywania się w Boże piękno, dotknięcia wcielonego Słowa Bożego, zasmakowania w pełni nieskończonej Bożej dobroci (H. Nouwen)

Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości nie może się potknąć.
Niektórzy mówią: kto się modli naprawdę nie jest zdolny grzeszyć. Sprawdzianem modlitwy jest miłość bliźniego. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Prawdziwa modlitwa prowadzi do miłości, która wyraża się w czynach, prowadzi do przemiany życia, do dawania siebie innym w radości i pokoju, a nie w przymusie i obowiązku. Doświadczył tego H. Nouwen decydując się ostatecznie na zmianę swego życia. Mogło się to dokonać dlatego, że był szczery przed sobą i przed Bogiem. Że umiał postawić sobie trudne pytania i dać na nie rzetelną, autentyczną odpowiedź:

Gdy skończyłem pięćdziesiąt lat i zacząłem zdawać sobie sprawę z nieprawdopodobieństwa faktu, że podwoję ten wiek, stanąłem wobec prostego pytania: „Czy to, że stałem się starszy, zbliżyło mnie do Jezusa?”. Po dwudziestu pięciu latach kapłaństwa dostrzegłem, że źle się modlę, że jestem w pewnym sensie odizolowany od innych ludzi i że zajmuję się przede wszystkim różnymi pilnymi sprawami. Wszyscy mówili, że idzie mi bardzo dobrze, ale coś wewnątrz mnie samego podpowiadało, że mój sukces stał się niebezpieczny dla mojej własnej duszy. Zacząłem zadawać sobie pytanie, czy brak modlitwy kontemplacyjnej, osamotnienie i podlegające ciągłym zmianom zaangażowanie w to, co wydaje mi się w danej chwili najbardziej pilne, nie są oznakami stopniowego tłumienia w sobie Ducha.

Pośród tego wszystkiego nie przestawałem się jednak modlić: „Panie, pokaż mi, gdzie pragniesz, abym poszedł, a pójdę za Tobą; proszę Cię tylko, powiedz mi to wyraźnie i jednoznacznie”. Cóż, Bóg odpowiedział na moją prośbę. Przez osobę Jeana Vaniera, założyciela „Arki”, wspólnot dla ludzi niepełnosprawnych umysłowo, Bóg powiedział do mnie: „Idź i zamieszkaj pośród ubogich w duchu, a oni cię uleczą”.

Co Bóg powiedział do ciebie w czasie tego skupienia? O co cię prosi? Czy umiałeś to usłyszeć i przyjąć? Czy umiesz powiedzieć w sercu: wiem, że Twoje słowo, choć może czasem trudne jest słowem życia i pokoju, chcę je przyjąć, choć do końca go nie pojmuję. Panie ufam Tobie!

4 niedziela Adwentu - Narodziny Słowa

(Łk 1,39-45)
W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
* * *

Sprzątanie – pragnienie porządkowania swego życia, tego co najbliżej nas zewnętrznie: nasz pokój, mieszkanie, podwórko, najbliższe otoczenie. Może coś się zakurzyło, zagubiło, trzeba rzeczom przywrócić ich właściwe miejsce. Jest w nas wpisana jakaś potrzeba porządku, uporządkowania, harmonii i najwyraźniej święta Bożego Narodzenia są taką okazją ku temu. Biada temu, kto lekceważy taki szczególny czas porządków. Ale przecież nie chodzi wyłącznie o porządki zewnętrzne. Wierzymy, że nie jesteśmy tylko ciałem. Jesteśmy także istotami duchowymi i nasze dusze także domagają się od nas porządku, przywrócenia pewnych zasad, które gdzieś nam się mogły pogubić. Dlatego rekolekcje, dlatego sakrament pojednania, dlatego większa doza regularnej modlitwy, dlatego refleksja nad Pismem św. Biada temu, kto lekceważy taki szczególny czas porządków w wymiarze swego życia duchowego.


Trzeba więc stawiać sobie u progu Wigilii pytania, które mogą być trudne, ale które potrzebują wypowiedzenia, nazwania rzeczy po imieniu, tylko wtedy nasze życie może się zmieniać. Przecież ostatecznie oczekujemy na tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.


Dzisiejsza Ewangelia, która opowiada o wizycie jaką składa Maryja swojej kuzynce Elżbiecie oraz słowa pozdrowienia, które wypływają z ust Maryi, słowa powitania stawiają pytanie skąd płyną nasze słowa i jakie to są słowa. Maryja wypowiada je z serca, a pod sercem nosi już Jezusa.

Maryja jest mieszkaniem Boga – Jezus żyje w niej i się rozwija, rośnie. Maryja jest niejako tabernakulum Boga. Ten, kto naprawdę jest mieszkaniem Boga, mówi uniwersalnym językiem miłości, przekazuje słowa, które Pan umieścił w jego wnętrzu. To powołanie nie ma być wyłącznie powołaniem Maryi. Jeśli Święta Bożego Narodzenia traktujemy serio, to nie sposób zaprzeczyć, że na wzór Maryi mamy wypowiadać słowa niosące pokój i miłość drugiemu człowiekowi. Może warto zapytać się jakim językiem ja się posługuję? Jakie są owoce moich słów? To, co mówię jaki przynosi efekt słuchaczom i mnie samemu? Czy to, co mówię jest uniwersalnym językiem miłości?

Słowa Maryi są pozdrowieniem: sprawiają, że Elżbieta czuje, że porusza się w niej dzieciątko, to znaczy, że czuje w sobie nowe życie. Słowa Boga są słowami życia, a Bóg zaprasza mnie i ciebie, każdego z nas byśmy posługiwali się słowami niosącymi życie, otuchę, radość i pokój.


Popatrz na swoje życie, czy to co mówisz do innych porusza ich ku Bogu, daje im poczuć, że w nich także rodzi się nowe życie; Czy mogą poczuć dzięki Twoim słowom, że Bóg w nich mieszka? Czy są to słowa niosące wiarę w godność ludzką, w miłość, w to, że są możliwe uczciwe i pełne szacunku ludzkie relacje?

Pytanie to jest niezwykle ważne, bo przecież oczekujemy na słowo, które ma się stać ciałem. Nie gdzieś tam w jakimś uroczystym miejscu np. w szopce na placu św. Piotra w Rzymie najlepiej w czasie pasterki odprawianej przez Ojca Świętego. Nie, to słowo, na które czekamy ma stać się ciałem w Tobie, w Twoim życiu, w Twojej rzeczywistości: w Twojej rodzinie, wspólnocie, pośród Twoich znajomych, w Twoim środowisku pracy. Masz być tabernakulum Boga – masz nieść słowo pociechy i otuchy, najpierw przyjmując Jezusa w sobie jako największy dar Boga dla siebie, by móc dzielić się nim z innymi.

Jezus zawsze przychodzi na świat przez człowieka,
Kiedy spotykamy się z Bogiem,
to po to, aby wprowadzić Jezusa w swoje życie
i ... podać Go ludziom ... (ks.J.Twardowski)

Te Boże Narodzenie 2006 – czym jest dla Ciebie? Czy widzisz, czy pojmujesz, że Bóg przez Ciebie chce przyjść na świat do Ciebie i do innych? Do kogoś, kto może być dla Ciebie całkowitym zaskoczeniem. Spotkać Boga, to znaczy wprowadzić Jezusa w swoje życie. Czy chcesz tego? Czy chcesz Go wprowadzić w twoje powołanie małżeńskie, zakonne, samotne, w swoje relacje z najbliższymi, w twój sposób odnoszenia sie i zwracania do innych? W twoj sposób reagowania na innych, na siebie? Czym jest to Boże Narodzenie i czym może się stać dla Ciebie? Może początkiem nowego rozdziału w Twoim życiu?

Życzę Ci, aby słowo Boga narodziło się w Tobie w czasie wigilijnej wieczerzy. Abyś poczuł je całym sobą w sobie i by nie zbrakło Ci odwagi nieść je wszystkim, którzy na nie czekają.

rok B, 30 niedziela - Cierpienie i modlitwa

Dzisiejsza Ewangelia jest okazją do zastanowienia się nad dwoma rzeczywistościami: cierpieniem i modlitwą.
W dzisiejszej Ewangelii widzimy człowieka biednego, chorego, w ogromnej potrzebie. Dobrze wiemy, że paradoksalnie taka właśnie postawa pomaga nam wołać do Boga: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”.

Z drugiej strony wiemy z własnego doświadczenia, że gdy wszystko układa się po naszej myśli, gdy życie jest radosne, pozbawione trosk i problemów, to wtedy właśnie jest nam się najtrudniej modlić. Wydaje nam się, że to, co mamy po prostu nam się należy, nie umiemy dostrzec tego, od kogo otrzymaliśmy konkretne dobro, które daje nam radość. Cóż za paradoks (!), bo przecież uświadamiając to siebie widzimy bezsens takiej postawy, widzimy jej magiczność i traktowanie Boga na zasadzie: Gdy trwoga to do Boga. Pułapką w tej sytuacji jest to, że traktujemy Boga wyłącznie jako jakąś istotę duchową, wyższą, wszechmogącą, ale którą należy wykorzystać do własnych celów, tak, jakby celem naszego istnienia było tylko życie ziemskie i to życie w dobrobycie, w przyjemnościach, z zagwarantowanym szacunkiem ze strony innych.

Zapominamy o tym, że największym złem nie jest zło zewnętrzne które może nas dotknąć: choroba, cierpienie fizyczne, strata bliskiej osoby – choć to wszystko wiąże się z konkretnym doświadczeniem bólu, który często przenika nas całych. Tu dotykamy paradoksu Ewangelii: to cierpienie jeśli jest przeżywane po Bożemu nie może nam odebrać życia, owszem może i wcześniej czy później doprowadzi do śmierci po ludzku, do wyniszczenia naszego organizmu, naszych sił, naszej psychiki, ale jednocześnie może się stać okazją do tego, by narodził się w nas człowiek duchowy, człowiek wiary. Tak, jak opisuje to św. Paweł: już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus. Oto powołanie każdego chrześcijanina: aby narodził się w nas Chrystus, który przeprowadzi nas przez bramy śmierci i wprowadzi do życia wiecznego. To droga wiary, którą dziś pochwala Jezus w spotkaniu z Bartymeuszem: Idź, twoja wiara Cię uzdrowiła. Na podstawie tych słów Jezusa, możemy śmiało powiedzieć: Bartymeuszowi nie chodziło wyłącznie o uzdrowienie wzroku, o uzdrowienie z sytuacji nędzy i biedy, które były konsekwencją utraty wzroku. Doświadczył on z pewnością swojej nędzy i biedy duchowej, tego że być może wcześniej szukał jedynie życia tu na ziemi, wzroku, tego, co mu się należało. Bóg dopuścił Jego ślepotę zewnętrzną by uświadomić mu sens Jego życia.

Popatrzmy na siebie: żyjemy w dziwnych czasach. Śmiało możemy powiedzieć, że konkurują one z życiem wiecznym, które zostało nam obiecane przez Jezusa. Nawet w kościołach nie mówi się już wiele o nim. Straciło swój blask, bo nabrało blasku życie tu na ziemi wraz ze wszystkimi dostępnymi nam rozrywkami. Nawet, gdy dzieje nam się źle, zawsze znajdzie się jakiś sposób by się pocieszyć, by zapomnieć o cierpieniu, niepowodzeniu, przykrościach: bo jest tyle okazji do rozrywki, zabawy – a tym samym zapominamy o głębszym sensie cierpienia, które Bóg na nas dopuszcza. Ono przypomina nam, że największym cierpieniem człowieka jest pokusa szatana by skupić nasz wzrok jedynie na tym, co doczesne, co wymierne, dotykalne, materialne.

Przypatrzmy się naszym modlitwom, czy prosimy w nich o cud, o przemianę naszego życia, o odzyskanie wzroku wiary, tak jak Bartymeusz, czy raczej nasze modlitwy są ograniczone przez ziemski horyzont. Czy prosimy o życie wieczne, o wiarę, nadzieję, miłość, czy tylko o to, by nam się dobrze powodziło?
Niezależnie od tego, jak prosimy Bóg zawsze wysłuchuje naszych modlitw i na szczęście ma duże poczucie humoru, bo spełnia je w sposób zaskakujący i niespodziewany dając nam jednak to o co prosimy w taki jednak sposób, by nie ucierpiała nasza wiara.

Modlitwa, której tekst został umieszczony na tablicy w jednym z instytutów rehabilitacyjnych w Nowym Jorku-autor nieznany

" Prosiłem Cię Panie o moc, do osiągnięcia powodzenia,
a uczyniłeś mnie słabym, abym się nauczył pokornego posłuszeństwa.

Prosiłem o zdrowie, dla dokonania wielkich czynów,
a dałeś mi kalectwo, ażebym robił rzeczy lepsze.

Prosiłem o bogactwo, abym mógł być szczęśliwy,
a dałeś mi ubóstwo, żebym był rozumny.

Prosiłem o władzę, żeby mnie ludzie cenili,
a dałeś mi niemoc, abym odczuwał potrzebę Ciebie-kochającego Ojca.

Prosiłem o towarzysza, by nie żyć samotnie,
a dałeś mi serce, abym mógł kochać wszystkich ludzi.

Prosiłem o radość, a otrzymałem życie,
aby móc cieszyć się wszystkim.

Niczego nie otrzymałem o co prosiłem,
ale dostałem wszystko to, czego się spodziewałem".

rok B, 18 niedziela - To jest mój Syn umiłowany

Kiedy obserwujemy rzeczywistość to widzimy, że wszystko co jest wokół nas kieruje się pewnymi prawami: są prawa fizyczne, chemiczne według których mogą istnieć przedmioty martwe. Są prawa biologiczne, prawa przyrody: według których funkcjonuje fauna i flora. Są wreszcie prawa ludzkie: prawa kierujące naszą psychiką, również prawa biochemiczne wedle których funkcjonuje nasze ciało, są prawa społeczne, prawa dotyczące sprawiedliwości wedle których staramy się żyć by sobie nie wejść na głowę, by móc jakoś przeżyć w grupie, w społeczeństwie, jako sąsiedzi, jako rodzina, jako wspólnota. Wszystko funkcjonuje i żyje wedle określonych praw.

Okazuje się, że podobnie jest z obszarem duchowym – tu także są potrzebne pewne prawa i zasady. Bez nich nasza relacja do Boga byłaby nieuporządkowana. Oczywiście nie chodzi o to, by wszystko z góry określić w tej naszej relacji do Boga, bo wiele rzeczy Bóg nam tłumaczy i wyjaśnia w przeciągu życia. Niektóre prawdy i zasady już poznaliśmy jak np. zasada czy też dyscyplina codziennej modlitwy czyli rozmowy z Bogiem – bez niej wiemy, że nie ma życia duchowego. Ale są też prawdy, które Bóg nam dopiero objawi o sobie, w przyszłości, wtedy, gdy będziemy na to gotowi.

I całe nasze życie duchowe wymaga pewnej osi, pewnej głównej zasady, pewnego fundamentu. Sądzę, że dzisiejsze czytania stawiają nas przed pytaniem: co jest fundamentalną, zasadniczą prawdą w Twoim życiu duchowym? Czyli innymi słowy: czym ty się kierujesz głównie, na pierwszym miejscu gdy myślisz o Bogu? Co dla Ciebie znaczy żyć z Bogiem? Na czym chcesz oprzeć tę relację?

Dobrze wiemy, że Bóg od samego początku objawia się nam jako miłość. Sam będąc Trójcą trzech osób boskich jest jedną naturą: miłością ale miłością, która realizuje się, spełnia się właśnie we wspólnocie osób: Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Dzisiejsze czytania są świadectwem i przypomnieniem, że Bóg Ojciec kocha bez reszty Syna Bożego, że Syn Boży kocha całkowicie Ojca. Bez tej relacji miłości nie byłoby możliwe dzieło odkupienia nas przez Jezusa Chrystusa, nie byłoby możliwe, żeby Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał za nas i dla nas.
Zdaniem, które tłumaczy jak ta miłość jest możliwa do osiągnięcia jest zdanie z dzisiejszej Ewangelii: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Tymi słowy Bóg Ojciec przypomina: sensem i fundamentem twego życia duchowego, całego twojego życia jest miłość. Tym sensem nie są nie mogą być w żadnym wypadku: pieniądze, sukces, sława, poświęcenie się karierze zawodowej, życie w dobrobycie, szukanie świętego spokoju i łatwizny w życiu. Albo z drugiej strony: ucieczka przed problemami, nałogi, zagłuszanie własnego sumienia. Nic nie zastąpi miłości w Twoim życiu: nie ma niczego, żadnej namiastki miłości, która mogłaby wypełnić głód Twego serca. Miłości nie da się niczym zastąpić. Nie da się jej zastąpić: poprawnością, dobrą opinią u innych, sukcesami zawodowymi, najlepszym wykształceniem, najlepszymi zdolnościami i talentami. Owszem to wszystko może i potrzebuje zostać podporządkowane głównej sile duchowej, fundamentowi duchowemu jakim jest miłość.

Jak to może się stać? – pyta Nikodem, gdy przychodzi w nocy do Mistrza Jezusa i dowiaduje się, że trzeba się powtórnie narodzić. Panie, jakże to może się stać, że będę kierował się w swoim życiu już nie wygodą, nie pychą, nie lenistwem, nie groźbą, nie agresją, nie strachem ale miłością? Panie, jakże to może się stać? I Bóg daje dziś odpowiedź: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Słuchaj Jezusa. Zobacz, ile Ty mówisz do niego, a ile Go słuchasz. Bo może Twoja relacja z Bogiem jest jednostronna: prośby, nawet dziękczynienia, może nawet przeproszenie za swoje grzechy i słabości, wszystko, byleby tylko nie posłuchać Boga, tego, co On ma ci do powiedzenia o twoim życiu. To zupełnie tak jak w małżeństwie: gdy rozpoczynają się kłopoty, bo jedno z małżonków zaczyna dominować nad drugim. Gdy kończy się dialog a zaczyna się dominacja, zaczyna się przemoc, uległość i wrogość. Może więc warto zapytać się jaka jest Twoja duchowość. Bo może zdominowałeś, zagadałeś Boga i wszystko to dzieje sie w pięknej i pobożnej formie? Przecież chodzisz do kościoła, przecież mówisz do Boga czyli modlisz się. Albo może wybrałeś inne rozwiązanie: Panie Boże skoro Ty wszystko wiesz, to pokieruj moim życiem, całkiem Ci się oddaję, niczego nie planuję, niczego nie przygotowuję. Jeśli będziesz chciał coś zmienić w moim życiu, to sam to zmienisz, ja nie muszę niczego robić.

Ani pierwsze, ani drugie nie jest dialogiem, nie zostawia miejsca na słuchanie Boga. Jest udawaniem relacji z Bogiem. Oto mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Ile miejsca zostawiasz w swoim życiu by słuchać Boga i by to, co On ci mówi przekładać na praktykę? A może już odzwyczaiłeś się by słuchać Boga? Przypatrz się dobrze swojej relacji do Boga. Jaka ona jest? Co chciałbyś w niej zmienić. I przypomnij sobie pierwsze przykazanie, równie ważne jak przykazanie Miłości, bo bez niego tej miłości nie można zrealizować, nie można nią żyć: Słuchaj Izraelu, Szema Izrael. Słuchaj Moniko, słuchaj Andrzeju, chcę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego o Tobie, o Twoim życiu, o Tym kim dla mnie jesteś, ile dla mnie znaczysz, że jesteś moim umiłowanym synem, córką, że chcę do Ciebie mówić i Ciebie słuchać, chcę abyśmy razem budowali miłość, tworzyli kształt Twego życia. Nie w pojedynkę ale razem, abyś mnie nie wykorzystywał/ła do swoich celów, ale byś uczył się ode mnie miłości. Amen.

Cytat

Nigdy nie rezygnuj z marzeń tylko dlatego, że do ich realizacji potrzeba czasu - on i tak upłynie!

Never give up on a dream just because of the time it will take to accomplish it. The time will pass anyway!

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Prenumerata RSS

Gościmy

Odwiedza nas 33 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem