czulosc boga

Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: "Niewiasto, czemu płaczesz?" Odpowiedziała im: "Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę". Jezus rzekł do niej: "Mario!" A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: "Rabbuni" , to znaczy: Mój Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: "Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”. Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: "Widziałam Pana", i co jej powiedział (J 20, 11-18).

* * *
Patrzymy i nie widzimy. A Jezus w żadnym wypadku się tym nie zniechęca. Co więcej, tym bardziej chce do nas przyjść! Do Ciebie, do mnie. Moja duchowa ślepota wzbudza w nim jeszcze większą miłość. To wręcz słychać! Jezus znajduje sposób na bycie rozpoznanym. Zwraca się do Marii tak, jak zawsze się do niej zwracał, po imieniu: "Mario!". I wtedy zostaje rozpoznany - po tonie głosu pełnym... czułości! Tak właśnie! Jezusa w naszym życiu rozpoznajemy po czułości z jaką się do nas zwraca! Po czułości, której żadna inna osoba nie będzie mieć nigdy dla nas. To czułość zapowiedziana już w Starym Testamencie, gdy Eliasz wychodzi z groty, kiedy słyszy szum delikatnego powiewu wiatru. Pana nie było w burzy, grzmotach i trzęsieniu ziemi - przyszedł do Eliasza w lekkim powiewie wiatru. Jak ważna jest czułość w relacji między osobami: w relacji Boga do nas i naszej do Niego. Bez niej nie ma prawdziwej bliskości!

I jeszcze jedno. Przez Marię Magdalenę Jezus zachęca uczniów by udali się do... Galilei. Czyli do ziemi pogan. To symbol mojej codzienności, gdy wydaje się, że niewiele w niej z duchowości: ludzie zainteresowani swoimi potrzebami, płytkie rozmowy, kiepskie żarty, wzajemne podgryzanie się... A jednak to tam, nie gdzie indziej mamy się udać po Świętach. Mamy rozpoznać tę rzeczywistość, której może często nie lubimy, nie akceptujemy jako swoją Ziemię Świętą. Jako miejsce ponownego spotkania z Jezusem w drugim człowieku, który wydaje się taki odległy od Boga - ale tylko pozornie. A jednak stworzony przez Boga na Jego obraz i podobieństwo.

Panie, pozwól mi wrócić do mojej Galilei pogan, do mojej rzeczywistości. Przyjąć ją i tak na nią spojrzeć, bym mógł Cię w niej na nowo dostrzec.